Jak się pewnie wszyscy domyślają, przerwa w blogowaniu była spowodowana świętami. Mała oczywiście w tym czasie jadła, ale zdjęć jedzenia nie będzie, bo nie fotografowanie było mi w głowie, a spędzanie czasu z rodziną.
Babcie dzielnie kupowały i gotowały brokuły i fasolki, kalafiory i ziemniaczki. Z niespodziewanych ciekawostek: Mała zjadła spory kawałek gotowanego selera - wydawało mi się, że będzie dla niej za twardy, a tu proszę - zniknął.
Okazuje się też, że BLW bardzo dobrze się sprawdza, gdy dziecko ma być karmione przez kogoś innego niż rodzice. Co prawda Babcia potrafiłaby pewnie nakarmić wnuczkę i chińskimi pałeczkami gdyby jej szaleni rodzice mieli takie fanaberie wychowawcze, ale wspominając jak ładnie to poszło aż żałuję, że nie dałam też Dziadkowi szansy pokarmienia. Bo tutaj nie jest istotne doświadczenie osoby trzymającej dziecko, wszystko jest przecież (dosłownie!) w rękach malca. Ważne, by czuło się bezpiecznie, a dorosły rozumiał "jak to działa"- wszystkie zasady da się przekazać w dwóch zdaniach.
***
Z biegiem czasu coraz mocniej sobie uświadamiam, że Wielkanoc to bardzo wiosenne święta. Taki wyraźny sygnał: zima się skończyła, przyroda zmartwychwstaje po zimie, dzień w końcu pokonał noc i więcej jest jasności niż ciemności. To i nam pora otrząsnąć się z rozleniwienia i zacząć działać. Czego wszystkim życzę!
I lecę układać jadłospis na resztę tygodnia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz