
Kiedyś czytałam, że Sanepid wymaga, by dania serwowane na stołówkach szkolnych były wielobarwne. Bardzo dobra zasada, staram się o niej pamiętać, a i tak zdarza mi się podać indyka z ziemniakami i kalafiorem. Tym razem było jednak inaczej, przy tym nie dość że kolorowo, to jednocześnie bezmięśnie i wysokobiałkowo.
Obiad: fasolka szparagowa (z mrożonki), drobna czerwona soczewica rozgotowana na miękko, pieczona dynia.
Dynię pokroiłam na spore kawałki, ułożyłam w naczyniu żaroodpornym i wstawiłam do nagrzanego piekarnika na około pół godziny - tak żeby się z wierzchu przypiekła.
Uwagi: Bardzo dzieckoprzyjazny obiad. Fasolka jak zwykle łatwa w obsłudze, soczewica oczywiście wprost przeciwnie - ale czepia się wszystkiego, więc może i do buzi coś trafiło. Dynia świetna. Dzięki temu, że z wierzchu się trochę przypiekła, nie rozpadała się od razu - choć była całkiem miękka. Oprócz tego co na talerzu, Mała dostała ode mnie jeszcze dwa kawałki (nie to, że je zjadła - doprowadziła do papkowatości, która już nie srzyjała dalszym eksperymentom).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz