
Dziś mieliśmy chyba najbardziej "rozrzutną" kolację w całej naszej krótkiej historii. Wszystko fruwało w małych kawałeczkach. Może to pechowy zestaw, a może zmęczenie Małej - ale o tym napiszę następnym razem.
Obiadokolacja: kasza jaglana, brokuły, pomidor obrany ze skórki (ósemka).
Uwagi: Kaszę jaglaną, taką grubszą, a nie kaszkę dla dzieci, udało się ugotować na lepko. Nawet całkiem smaczna wyszła. Dawała się chwytać w garść i można było wyjadać spomiędzy palców. Brokuły to klasyka BLW, rzeczywiście są niezłe dla dziecka, tylko warto układć je przed dzieckiem w taki sposób, by chwytało raczej za nóżkę, niż za różyczkę, która się łatwo kruszy. Co nie jest takie proste, jeśli młody człowiek preferuje podnoszenie jedzenia do buzi oboma rękami.
Kasza jaglana ma to do siebie, że jeśli podgotuje się ją nieco dłużej (około 10-15 minut) wychodzi lepka. Kiedy Ela była mniejsza gotowałam jej uprzednio zmieloną kaszę jaglaną i też dawała radę jeść ją rękami. Wychodził kleik jaglany i gdy mała ściskała go w pięści kleik wychodził górą i można go było bez większych problemów wcisnąć do buzi :).
OdpowiedzUsuń