Osoby, które wolą żyć w przekonaniu, że jedzenie magicznie znika po tym jak trafi do buzi dziecka, proszone są o nieczytanie dalej :) A jeśli ktoś jest odporny na historie pieluszkowe, to zapraszam do lektury.
Chciałam się pochwalić, zanim nam się statystyki zepsują, że przez ostatnie 2 tygodnie, i to tygodnie latania, jeżdżenia, odwiedzania rodziny i wyrastania pierwszego ząbka, miałyśmy z Małą stuprocentową skuteczność, jeśli chodzi o trafianie z kupką do ubikacji. A było tych kupek chyba z dziesięć i to wcale nie o poranku, lecz o różnych porach dnia.
Piszę o tym tutaj, bo skoro już ktoś się pokusił o Dzieciem Sterowane Odżywianie, do dlaczego nie Niemowlęciem Sterowane Wydalanie, zwane również Naturalną Higieną Niemowląt, czy po angielsku Elimination Communication?
My się w to bawimy (tak, to dobre określenie, bo ani siebie ani Małej do niczego nie zmuszam, chcę żeby to było miłe odgadywanie/sygnalizowanie potrzeb, a nie trening) od paru miesięcy i bardzo sobie tę metodę chwalę, a przynajmniej wersję, która u nas działa. Córka jest cały czas w pieluszkach (jednorazowych lub wielo - w zależności od tego, jak bolałaby wpadka i ile uwagi mogę jej poświęcić), idę z nią do łazienki wtedy, kiedy wydaje mi się, że może chcieć siusiu albo kupkę. Jak chce, to zrobi, jak nie, to zaraz wracamy. Czasem łatwo zgadnąć (po przebudzeniu, po spacerze), czasem mamy fałszywe alarmy, dużo częściej jednak Mała mi mówi, że już ma mokro. Ze zdumieniem odkryłam, że Pampersy co prawda ładnie wchłaniają wilgoć, ale nie od razu. I że jak spokojnie bawiące się dziecko zaczyna kwęczeć, to w większości przypadków dlatego, że właśnie się coś zrobiło.
A z większymi potrzebami po wprowadzeniu stałych pokarmów jest prościej: bo trochę się dziecko musi nastękać, nawiercić zanim cokolwiek się zacznie. Łatwo to zauważyć (przynajmniej do tej pory było łatwo), a jak już się zauważy i posadzi dziecko na toalecie przed sobą (albo na nocniku, kiedy jest już wystarczająco duże) siedząca pozycja dodatkowo małemu człowiekowi pomaga, więc wszystko idzie gładko.
Mogłabym pisać więcej, ale to może innym razem. Dziś tylko chciałam się pochwalić, jaką mam zdolną córkę :)
Nie wiem jak to się stało, ale przeoczyłam tego posta wcześniej (widocznie oglądałam tylko obrazki, posty ze zdjęciami przykuwały moją większą uwagę :)). Ale do rzecy, my też się w to bawimy odkąd moja cócia skończyła 3mc i od około 2mc już, też mamy 100% skuteczność kupkową :D Jak zrobiła swoją pierwszą kupkę stałą to byłam w 7 niebie jak sobie wyobraziłam, że miałabym ją ścierać z jej pupy i nie tylko gdyby trafiła do pieluszki, a tak siup z do nocnika i potem tam gdzie trzeba, czyli do kanalizacji :) Pod każdym słowem w tym poście podpisuję się obiema ręcyma, bo u nas jest identycznie (i mam takie samo spostrzeżenie jesli chodzi o jednorazówki ;)). Obecnie u nas bunt nocnikowy-siusiowy, ale nie kupkowy. Czekam na więcej wpisów pod etykietą EC:D
OdpowiedzUsuńPs. A wysadzasz w nocy?
Pozdrawiam
Kiedyś próbowałam wysadzać nocą, ale ja ogólnie bardzo źle funkcjonuję wtedy. Kilka minut mi zabiera obudzenie się i chcę tylko spać, a nie zajmować się kochanym dzieckiem :) Ale swego czasu robiłam próby i wiem, że jeśli jest spokojna noc bez większego przebudzania, to Mała zrobi siusiu dopiero rano, więc przy bardziej przytomnych mamach to ma szansę działać.
OdpowiedzUsuńA teraz przeżywamy też mały kryzys łazienkowy - otóż w łazience jest tyle ciekawych rzeczy: papier, który można rozwijać, szczotka do toalety, którą można próbować złapać, klapa od muszli - rzeczy dużo ciekawszych niż robienie siusiu. No nic, pewnie taki etap.
Masz rację, różnica pomiędzy myciem na przewijaku z spuszczeniem wody jest ogromna!
Będę w takim razie więcej pisać na ten temat (jak tylko coś mi sensownego przyjdzie do głowy), fajnie będzie poczytać o Twoich doświadczeniach!
Ja w nocy wysadzam, bo moja córcia polubiła spać bez pieluszki, więc wolę ją wysadzić niż przebierać :) Ale tak jak piszesz, jak noc spokojna, to i sików nie ma. Ale żeby nie było, pieluszkę i tak zakładam jeśli protestów nie ma, bo nie zawsze obudzę się na czas :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci! I nocy bez peluszek, i skutecznego wysadzania :) Też bym tak chciała, tym bardziej, że widzę, że jak coś nam nie wychodzi to zwykle z mojej winy, a nie córki.
OdpowiedzUsuń