poniedziałek, 6 czerwca 2011

Makaron ze szpinakiem i arbuz

Śniadanie: kasza jaglana (chyba), śliwka, arbuz.

Uwagi: Nie jestem pewna, czy kasza, którą kupiłam to rzeczywiście jaglana, czy jakaś inna - w każdym razie mówimy jej już dziękuję i następnym razem kupimy jakąś inną. Niezależnie od tego ile gotuję, nawet jakjest zmielona, to wychodzi twardawa. I jakby trochę gorzka? Mała niewiele jej zjadła, śniadanie było więc bardziej owocowe.
Arbuza podawałam (po eksperymentach) jako cienki plasterek przecięty jeszcze w poprzek na pół. Tak było córce najłatwiej gryźć. Zresztą sama skórka, choć niejadalna, cieszyła się dużym zainteresowaniem.

Obiad: kurczak, makaron "grube rurki" nadziewany szpinakiem.


Uwagi: Makaron ze szpinakiem na obiad wyglądał ładnie (eh, a akurat baterie w aparacie mi się skończyły, więc nie mam zdjęcia), ale wcale nie sprawdzał się jakoś rewelacyjnie. Szpinak wyciekał dołem, kiedy tylko Mała próbowała włożyć makaron do buzi. Ale i tak pewnie było jej łatwiej.
Kurczaka podałam w postaci takich małych filecików gotowanych na parze. Mała jest w stanie je zjeść i zdaje się zjadć z dużym apetytem.

Kolacja: słodki ziemniak, brokuły, gruszka.
Uwagi: A na kolację to, co zostało w lodówce po weekendzie :)

6 komentarzy:

  1. Jeżeli była gorzkawa, to możliwe, że była to właśnie jaglanka. Straciłaby gorzki smak, jeśli zostałaby opłukana i uprażona na patelni. (Wszystkie kasze należy opłukiwać). My jesteśmy fanami tej kaszy (każdy lubi coś innego) dziwi mnie, że wyszła twarda, jaglanka nie jest twarda...może to inna kasza jednak? Jaglana lubi masełko. Uff lekki chaos :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak pisze Mamaeli, kaszę jaglaną trzeba porządnie przepłukać, traci wtedy ten gorzki smak. Jeszcze za czasów studiów kupiłam sobie jaglaną i ugotowałam bez płukania, wywaliłam do kosza i powiedziałam nigdy więcej! Wróciłam do niej jak byłamw ciąży, bogatsza w wiedzę o płukaniu :D Tearaz bardzo mi smakuje, Oliwce też :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydawało mi się, że tę porcję akurat płukałam, ale rzeczywiście mogłam zapomnieć, bo często mi się to zdarza. Ostatnio, mając w pamięci Wasze uwagi "opłukałam" amarantus przed gotowaniem. W cudzysłowie, bo przesypał mi się przez sitko jak kasza manna - nie przyszło mi do głowy, że dziurki mogą być za duże :)

    "Hirse" to wg słownika jaglana, ale na półce było kilka rodzajów, może ten akurat jest jakiś gorszy? Ale chyba następnym razem kupię jaglany kleik dla dzieci, coby krócej gotować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się w PL z kleikiem jaglanym nie spotkałam (wielka szkoda) cudowałam sama, żeby małej upichcić taki kleik. Amarantusa chyba się nie płucze ... biedak spierniczył ci przed wodą jednym słowem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, taki kleik jaglany widziałam ostatnio w sklepie: http://www.holle.ch/Produkte/Hirsebrei.htm

    Nie wiem, czy dobry, nie próbowałam jeszcze. Ale może u Was też taki jest? Tylko że jest droższy niż po prostu kasza jaglana ze sklepu, nawet w wersji bio. Na razie karmimy się amarantusem (nie płukanym ;) ), który mnie bardzo smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W sieciówkach typu kerfur, real itp. na pewno nie ma, bo nie ma żadnych produktów holle, pewnie jest w necie. Teraz to już po ptakach, bo kleików już Elka nie je, ale kiedyś bym się bardzo ucieszyła z takiego kleiku :).

    OdpowiedzUsuń